Jakie relacje chce nam pokazać program TVN-u „Kto poślubi mojego syna?”
Daleko mi do wyładowania swojej frustracji na forum
publicznym, ale również daleko do hejtowania skupiającego się raczej na
obrażaniu i „obrzucaniu błotem”. Jednakże mam ochotę mocno negatywnie
skrytykować jeden z programów telewizyjnych. Media wciskają nam ostatnio wiele
programów nastawionych na liczną oglądalność. A one często niosą
niebezpieczeństwo narzucania nam wyborów sugerowanych przetworzoną wielokrotnie
rzeczywistością. Upraszczając „Widzimy
świat, jaki się nam pokazuje, a nie taki jaki on jest”(Antropologia kulturowa).
Jakie relacje zatem chce nam pokazać program TVN-u „Kto
poślubi mojego syna?”
Temat sam w sobie dosyć ciekawy i bardzo na czasie, ponieważ
mamy dosyć dużo współczesnych rodzin, gdzie tylko matki wychowują swoich synów.
W zasadzie, gdy dziecko dorasta powinno opuścić dom rodzinny i zbudować swoje
własne „imperium” rodzinne.
Z życia wiemy, że trudności ekonomiczne, gospodarcze czasami
nie są do pokonania i wtedy kolejne pokolenie zamieszkuje nadal ze swoimi
rodzicami, tak jak to pokazano w programie telewizyjnym „Kto poślubi mojego syna?”. Powodów wspólnego zamieszkiwania jest o
wiele więcej i czasami nie ma w tym nic złego, ważne są jednak relacje jakie
nawiązują się w takich rodzinach. Czy są to partnerskie relacje oparte na pokoleniowych
zdrowych zasadach, czy dominujące, a może toksyczne ?
Już we wczesnych latach dzieciństwa zarówno synowie jak i
córki potrzebują dużo -bezpiecznej dla nich – swobody po to, by nabyć umiejętności
samodzielnego podejmowania decyzji. W tym czasie również chłopcy nabywają
wiedzę o płci przeciwnej, gdzie na początku wzorem kobiecości jest zawsze
matka.
Z jednej strony matka może zbytnio chcieć chronić syna przed
wszelkimi niebezpieczeństwami świata (nadopiekuńczość) przez to ogranicza jego
swobodne myślenie i działanie. Bierze odpowiedzialność również za jego wybory,
wyręczając go w wielu decyzjach. Z drugiej strony, chcąc zbyt wcześnie
przygotować go do męskich ról, przerzuca na syna część obowiązków
dorosłego mężczyzny (pomoc w wielu
sytuacjach domowych, ochrona matki, zaspokajanie poczucia rozmowy o swoich
problemach), co powoduje również negatywne konsekwencje w jego psychice i
wychowaniu.
Przekraczanie granic w troskliwości może doprowadzić do
ulegania wszelkim zachciankom syna, co przyniesie odwrotny skutek wychowawczy -
syn wyrobi w sobie postawę roszczeniową. Podobnie, wymagania ponad
możliwości psychiki dziecka mogą
doprowadzić do wyrobienia w chłopcu poczucia winy (z powodu braku ojca) i nie
radzenie sobie w przyszłości z wieloma problemami dorosłego życia. Przerzucanie
złości matki na syna (jako
„przedstawiciela męskiego gatunku”)
spowoduje wiele nieporozumień w
relacjach z dzieckiem i może doprowadzić do braku wiary w siebie, poczucia
niższości i przyjęcia postawy „życiowego nieudacznika” albo uciekania od podejmowania ważnych decyzji.
Kilka słów o programie
Sami uczestnicy twierdzą, że to, jak są pokazani w programie
jest zgodne z prawdą, nie ma tam nic z reżyserskiego pokazu:
- Jestem zaskoczony,
że to wszystko tak fajnie zostało pokazane - że tacy jesteśmy naturalni
i weseli - mówi w rozmowie z PAP Life Patryk z Konina,
którego do programu zgłosiła jego mama Ewa.
- Czy w programie
zobaczymy uczestników takich, jakimi są naprawdę, czy jednak jest to
wyreżyserowane na potrzeby telewizji? "Wszystko jest jak najbardziej
naturalne - tacy jesteśmy w stu procentach" - wyznaje Patryk.
![]() |
| screen / tvn.pl |
Chyba naiwnością byłoby sądzić, że tak jest do końca, w sumie te rodziny nie rywalizują o nagrodę,
ale być może w każdym z nich tkwi chęć
zagrania i bycia kimś
rozpoznawalnym w pracy, na ulicy…
Pytając o powody udziału usłyszeliśmy różne odpowiedzi…
Uczestnicy, chcą z pewnością upiec kilka pieczeni przy
jednym ogniu. Jedni mają nadzieję zaistnieć w telewizji łudząc się szybką
karierą, inni zaprzeczają chęci zrobienia kariery, raczej kładąc nacisk na
„nadanie rozpędu akcjom, którym patronują”, pozostali chcą przeżyć przygodę, a
jeszcze inni zbawić się na koszt sponsorów. A co z główną ideą wyboru partnera
życiowego? To chyba taka sama fikcja jak wszystkie programy reality show.
Dla mnie generalnie sam program to przekraczanie granic prywatności
i decydowania o sobie, zarówno matek z
synami jak i potencjalnych kandydatek na przyszłe żony. Podobno telewidzowie
lubią skandaliki, odkrywanie siebie, pokazywanie tej ciemniejszej strony naszej
„ja”. I to serwuje program, czyli
zaspokaja rzekome potrzeby publiki.


Metody testowania swoich przyszłych synowych mogą być również powodem do dyskusji – w zasadzie każda z matek chciałaby widzieć
swoją synową jako tę „naj…” w wielu dziedzinach (i to jest zrozumiałe), ale również
bezwzględnie akceptującej zdanie przyszłej teściowej! Kolejne pytanie to – dlaczego muszą być to dziedziny preferowane
przez matki, a nie przez synów?
Podchwytliwy test na rozebranie się przed fotografem był
sprawdzian na skromność, a nie na fotogeniczność! Niektóre panie na tym poległy
ulegając namowom do rozebrania się przed obiektywem. Podobało mi się testowanie
zachowania się w wytwornej (?) restauracji. Nie chodziło o to, czy kandydatka
potrafi zjeść w odpowiedni sposób,
raczej o to, czy gdy nie będzie wiedziała jak to zrobić, wybrnie w ciekawy
sposób, nie przynoszący ujmy sobie i mężowi. Tu testująca matka stawiała na oryginalną
konwersację, urok osobisty, opanowanie
lub przyznanie się z wdziękiem, do swojej niewiedzy. Nie popieram natomiast
metody plotkowania, czyli przesłania „tajnego
listu” napisanego rzekomo przez przyjaciół, szkalującego potencjalne kandydatki.
Komentarz matki po jednym z testów – Ja, jej nie widzę w moim domu. Z góry wiadomo, że syn nie ma nic do
powiedzenia, to wypowiedź dająca dobitnie do zrozumienia czyją własnością jest
dom, w którym ma zamieszkać synowa oraz kto w nim rządzi i decyduje.
Pokazywany w programie obraz matek i synów stawia na
pierwszym miejscu zdanie ich matek. Czy synowie mają tak mało do powiedzenia, a
może to jest wygodne dla nich, kiedy decyzje podejmowane są przez kogoś innego,
czy przyszłe synowe mogą liczyć na wsparcie ze strony ich przyszłych mężów?
Pytanie główne – dlaczego synowie zgodzili się, by to matki wybierały dla nich
żonę?
Pytań jest wiele, mam nadzieję, że jednak wybory synów będą podyktowane własnymi
przemyśleniami, a nie pod wpływem presji
– matki, babci, dziadka, czy telewizji. Wypadałoby życzyć tym młodym
mężczyznom, o ile znajdą tę wybrankę serca, aby ich związek przetrwał dłużej
niż prezentowany program telewizyjny.
Zamiast puenty może
przytoczę zabawny komentarz jeden z internautek:
- Tytuł programu
powinien brzmieć "Kto zlituje się nad moim synem?".
/Kaja Zaborowska/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz