Szukaj na tym blogu

niedziela, 28 września 2014

Czasy niewolnictwa medialnego, czyli „Kto poślubi mojego syna?”


Jakie relacje chce nam pokazać program                          TVN-u „Kto poślubi mojego syna?”  


Daleko mi do wyładowania swojej frustracji na forum publicznym, ale również daleko do hejtowania skupiającego się raczej na obrażaniu i „obrzucaniu błotem”. Jednakże mam ochotę mocno negatywnie skrytykować jeden z programów telewizyjnych. Media wciskają nam ostatnio wiele programów nastawionych na liczną oglądalność. A one często niosą niebezpieczeństwo narzucania nam wyborów sugerowanych przetworzoną wielokrotnie rzeczywistością. Upraszczając „Widzimy świat, jaki się nam pokazuje, a nie taki jaki on jest”(Antropologia kulturowa).

Jakie relacje zatem chce nam pokazać program TVN-u „Kto poślubi mojego syna?”  

Temat sam w sobie dosyć ciekawy i bardzo na czasie, ponieważ mamy dosyć dużo współczesnych rodzin, gdzie tylko matki wychowują swoich synów. W zasadzie, gdy dziecko dorasta powinno opuścić dom rodzinny i zbudować swoje własne „imperium” rodzinne.
Z życia wiemy, że trudności ekonomiczne, gospodarcze czasami nie są do pokonania i wtedy kolejne pokolenie zamieszkuje nadal ze swoimi rodzicami, tak jak to pokazano w programie telewizyjnym „Kto poślubi mojego syna?”. Powodów wspólnego zamieszkiwania jest o wiele więcej i czasami nie ma w tym nic złego, ważne są jednak relacje jakie nawiązują się w takich rodzinach. Czy są to partnerskie relacje oparte na pokoleniowych zdrowych zasadach, czy dominujące, a może toksyczne ?

Już we wczesnych latach dzieciństwa zarówno synowie jak i córki potrzebują dużo -bezpiecznej dla nich – swobody po to, by nabyć umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji. W tym czasie również chłopcy nabywają wiedzę o płci przeciwnej, gdzie na początku wzorem kobiecości jest zawsze matka.
Z jednej strony matka może zbytnio chcieć chronić syna przed wszelkimi niebezpieczeństwami świata (nadopiekuńczość) przez to ogranicza jego swobodne myślenie i działanie. Bierze odpowiedzialność również za jego wybory, wyręczając go w wielu decyzjach. Z drugiej strony, chcąc zbyt wcześnie przygotować go do męskich ról, przerzuca na syna część obowiązków dorosłego  mężczyzny (pomoc w wielu sytuacjach domowych, ochrona matki, zaspokajanie poczucia rozmowy o swoich problemach), co powoduje również negatywne konsekwencje w jego psychice i wychowaniu.

Przekraczanie granic w troskliwości może doprowadzić do ulegania wszelkim zachciankom syna, co przyniesie odwrotny skutek wychowawczy - syn wyrobi w sobie postawę roszczeniową. Podobnie, wymagania ponad możliwości  psychiki dziecka mogą doprowadzić do wyrobienia w chłopcu poczucia winy (z powodu braku ojca) i nie radzenie sobie w przyszłości z wieloma problemami dorosłego życia. Przerzucanie złości matki na syna  (jako „przedstawiciela męskiego gatunku”)  spowoduje wiele nieporozumień  w relacjach z dzieckiem i może doprowadzić do braku wiary w siebie, poczucia niższości i przyjęcia postawy „życiowego nieudacznika”  albo uciekania  od podejmowania ważnych decyzji.  

Kilka słów o programie

Sami uczestnicy twierdzą, że to, jak są pokazani w programie jest zgodne z prawdą, nie ma tam nic z  reżyserskiego pokazu:

- Jestem zaskoczony, że to wszystko tak fajnie zostało pokazane - że tacy jesteśmy naturalni i weseli - mówi w rozmowie z PAP Life Patryk z Konina, którego do programu zgłosiła jego mama Ewa.
- Czy w programie zobaczymy uczestników takich, jakimi są naprawdę, czy jednak jest to wyreżyserowane na potrzeby telewizji? "Wszystko jest jak najbardziej naturalne - tacy jesteśmy w stu procentach" - wyznaje Patryk.
screen / tvn.pl
Chyba naiwnością byłoby sądzić, że tak jest do końca,  w sumie te rodziny nie rywalizują o nagrodę, ale być może w każdym  z nich tkwi chęć zagrania i bycia  kimś rozpoznawalnym  w pracy, na ulicy…


Pytając o powody  udziału usłyszeliśmy różne odpowiedzi… 

Uczestnicy, chcą z pewnością upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Jedni mają nadzieję zaistnieć w telewizji łudząc się szybką karierą, inni zaprzeczają chęci zrobienia kariery, raczej kładąc nacisk na „nadanie rozpędu akcjom, którym patronują”, pozostali chcą przeżyć przygodę, a jeszcze inni zbawić się na koszt sponsorów. A co z główną ideą wyboru partnera życiowego? To chyba taka sama fikcja jak wszystkie programy reality show.

Dla mnie generalnie sam program to przekraczanie granic prywatności i decydowania o sobie,  zarówno matek z synami jak i potencjalnych kandydatek na przyszłe żony. Podobno telewidzowie lubią skandaliki, odkrywanie siebie, pokazywanie tej ciemniejszej strony naszej „ja”.  I to serwuje program, czyli zaspokaja rzekome potrzeby publiki.



To nie młodzi dorastający osiemnastoletni chłopcy, których trzeba kontrolować (jak to robi jedna z matek) i sprawdzać czy dotarli na spotkanie, czy odpowiednio zachowują się w pubie. Co widzimy? – Żenujące wkroczenia matki na pierwszą imprezę (zbiorową randkę) i zabranie syna do domu, który bez protestów poddaje się woli matki. Nie wiem czemu służyć ma pokazanie wspólnego zakwaterowania w hotelu i spanie w jednym łożu matki z synem?  
Metody testowania swoich przyszłych synowych mogą być również powodem do dyskusji  – w zasadzie każda z matek chciałaby widzieć swoją synową jako tę „naj…” w wielu dziedzinach (i to jest zrozumiałe), ale również bezwzględnie akceptującej zdanie przyszłej teściowej!  Kolejne pytanie to –  dlaczego muszą być to dziedziny preferowane przez matki, a nie przez synów?   

Podchwytliwy test na rozebranie się przed fotografem był sprawdzian na skromność, a nie na fotogeniczność! Niektóre panie na tym poległy ulegając namowom do rozebrania się przed obiektywem. Podobało mi się testowanie zachowania się w wytwornej (?) restauracji. Nie chodziło o to, czy kandydatka potrafi zjeść  w odpowiedni sposób, raczej o to, czy gdy nie będzie wiedziała jak to zrobić, wybrnie w ciekawy sposób, nie przynoszący ujmy sobie i mężowi. Tu testująca matka stawiała na oryginalną konwersację, urok osobisty,  opanowanie lub przyznanie się z wdziękiem, do swojej niewiedzy. Nie popieram natomiast metody plotkowania, czyli przesłania „tajnego listu” napisanego rzekomo przez przyjaciół,  szkalującego potencjalne kandydatki.

Komentarz matki po jednym z testów – Ja, jej nie widzę w moim domu.  Z góry wiadomo, że syn nie ma nic do powiedzenia, to wypowiedź dająca dobitnie do zrozumienia czyją własnością jest dom, w którym ma zamieszkać synowa oraz kto w nim rządzi i decyduje.

Pokazywany w programie obraz matek i synów stawia na pierwszym miejscu zdanie ich matek. Czy synowie mają tak mało do powiedzenia, a może to jest wygodne dla nich, kiedy decyzje podejmowane są przez kogoś innego, czy przyszłe synowe mogą liczyć na wsparcie ze strony ich przyszłych mężów? Pytanie główne – dlaczego synowie zgodzili się, by to matki wybierały dla nich żonę? 
Pytań jest wiele, mam nadzieję, że jednak wybory synów będą podyktowane własnymi przemyśleniami, a nie pod wpływem  presji – matki, babci, dziadka, czy telewizji. Wypadałoby życzyć tym młodym mężczyznom, o ile znajdą tę wybrankę serca, aby ich związek przetrwał dłużej niż prezentowany program telewizyjny.

Zamiast puenty  może przytoczę zabawny komentarz jeden z internautek: 
- Tytuł programu powinien brzmieć "Kto zlituje się nad moim synem?".                                                                                                                   
                                                                                                               /Kaja Zaborowska/   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz